Kondukt

Kondukt

Z Wojciecha mnie powiezie wóz
Prosto jak strzelił Rzgowską drogą
Konie, z kopyta, wznosząc kurz
Do bram Franciszka mnie powiozą.

Powolnym tempem, krok za krokiem
nie zatrzymując się po drodze,
pozwolą spojrzeć jednym okiem,
wolno puszczając koniom wodze.

Spojrzeć na miejsca, na mój świat.
który zostawiam na ulicy
Na puste bramy, okna, kurz,
każdej mijanej kamienicy.

Z powrotem na południe wóz
skierują w jak najdalszą drogę.
a temu, co mnie będzie wiózł
zapłacą hojnie. Idźże z Bogiem!

Kiedy nie będzie dalej nic,
jedynie koniec mej ulicy,
Franciszka brama skończy byt.
Rozsypią prochy żałobnicy.

Matce na serce, ojcu na tors
co dawno leżą już pospołu
popiół wysypią, oraz COŚ.
Jeśli coś będzie prócz popiołu.

15 kwietnia 2015 r.

Pióro

 

Milton Ha

Rzgowska 242 Św. Wojciech

Rzgowska 242 Św. Wojciech

Gdzie koniec Rzgowskiej drogi był,
gdzie bruk na asfalt się zamieniał,
gdzie Olechówki nurt się wił.
ku Stawom Jana, do Jasienia,
ramiona wież nierównych wznosił
kościół z czerwonej cegły cały.
Na dzwonach cichą pieśń mu nucił
wiatr. I spokojnie gnał gdzieś dalej.

Wędrowców których gościł trakt
Święty ich Wojciech żegnał, witał,
kiedy wzniecając kurz i piach
ciągnęli drogą. Gdzie? Nie pytał.
On im w podróży tam i tu
malał i wzrastał. Był i znikał.
Jednym się kończył tutaj bruk
innym ten bruk się tu zaczynał.

Przez Rzgowskiej drogi kurz i piach.
na siny bruk ulicy Rzgowskiej
cienie nierównych wieży kładł
i patrzył z troską na wędrowców.
Gdy zaś wędrowiec ziemską drogę
zakończył w jego wnętrzu ciemnym
przyjmował, czule tulił głowę,
a dzwon żałobne śpiewał pieśni.

Kiedy zatrzymam się w swej drodze
by spowiedź zrobić i coś jeszcze,
ciało i głowę swoją schłodzę,
gdy bólu więcej w niej nie zmieszczę.
A jeśli na nic wszystkie rady
gdy mnie nie zbawią zimne skronie,
zagram ze śmiercią. Dla zabawy.
Kartę wyciągnę złą. I koniec.

Dalej nie będzie pewnie nic.
Wyruszy wóz skrzypiący kołem.
Z urny rozsypią popiół w piach.
I coś co będzie pod popiołem.
Matce pod serce, ojcu do rąk.
Na smutek, żal, łzy na powiekach.
Na zawsze mnie zabiorą stąd.
Zostanie tylko coś. W alejkach.

Dalej nie sięgam, nie śnię wcale,
jedynie oczy lekko mrużę.
To Święty Wojciech stoi, wzniosły,
zaś drzewa jak Anioły Stróże
ulicą Rzgowską kroczą prosto,
a wiatr, co  wartę trzyma w górze,
liście im gładzi z wielką troską.

12 maja 2015 r. „Dzisiaj są moje urodziny, które obchodzę bez rodziny…”

Pióro

 

Milton Ha

Rzgowska 156 Zaduszki u św. Franciszka

Rzgowska 156 Zaduszki u św. Franciszka

Mojej mamie poświęcam…

Tam gdzie się skończył bruk,
gdzie asfalt Rzgowskiej był kamieniem,
od zawsze cmentarz stał.

Tam, gdzie porzucił Ciebie Bóg,
gdzie  w kamień, schował Cię i w ziemię,
Twój obraz będzie trwał.

Co roku tu zapalam znicz.
Tu szukam sensu, zrozumienia.
Czekam, jak może nigdy nikt.
Bez złudzeń. Twego przebaczenia.

Zaduszki 2007 r.

Pióro

 

Milton Ha