Pełnia żniwiarzy

Pełnia żniwiarzy

Księżyc, co zawisł pełnią żniwiarzy,
rozlał poświatę na mgły nadrzeczne.
Zagon skoszony świeżo obnażył
a na nim snopy. Wdycham powietrze…

Od rzeki płynie zapach sitowia
i tataraku korzeni tchnienie.
Podchodzę bliżej by porozmawiać,
choćby z kimkolwiek. Żniwiarzy cienie…

Ni słowa, gestu, nawet spojrzenia.
Nikt w moją stronę nie zwraca głowy.
Pokos się kładzie, a w długich cieniach
żniwiarze koszą. Jam nie gotowy…

Więc koszę słowa i wiążę w snopy
Ustawiam w stogi na własnym polu
Wiersze w tomiki zbieram, jak chłopi
zbierają zboże. Zwieźć do stodoły…

I tak jak oni spoglądam z trwogą,
czy deszcz nie przyjdzie, by popsuć wszystko.
Czy zdążą doschnąć? Czy zwrócą ziarno
żniwiarzom swoim? Radość wieczystą…

18 września 2016

Pióro

 

(WMI)

Jesień strudzona

Jesień strudzona

Nawiało nam przez próg
liści zeschniętych i piasku z pola.
Nadymiło nam przez otwarte okno
łętów palonych zapachu po sam sufit.

Siedzę w fotelu i napawam się widokiem,
gdzie za oknem zieleń się łamie czerwienią,
gdzie za oknem słońce wraz z wiatrem
wysusza trawy na skłonie doliny.

Siedzę w fotelu i zachwycam się zapachem,
który znad ziemniaczanego pola płynie,
który obiecuje smak zapamiętany,
i ciepło, co grzeje w dłonie.

Zachwycony otwieram się szeroko
na wszystko, co na zewnątrz.
Na jesień. A jesień nie nadchodzi.
Może jej za wysoko na drugie piętro?

Pióro(WMI)

12 września 2016 r.