Modlitwa do weny (Jeśli…)

Modlitwa do weny (Jeśli…)

Jeśli nic więcej nie napiszę,
jeśli nad biurkiem lampkę zgaszę,
pozwól mi odejść i mnie zabierz
jak wojna, synów swych w kamasze.

Daj mi do ręki broń nabitą
i daj odwagę mi tak wielką,
żebym nikogo się nie pytał,
czy warto żyć. Noc jest bezkresna.

A jeśli znowu się okaże,
że ze mnie jest tchórzliwe bydlę,
siłę mi daj, bym w ludzkie twarze
patrzył bez lęku. I tylko tyle.

Potem zaś pochyl się nade mną
jak ta, co dawnej się schylała,
i utul moją głowę biedną,
i ból wyprowadź z mego ciała.

A ja powstanę odrodzony
i nowe wiersze znów napiszę.
A jeśli nie, to w inną stronę
pójdę i… , i może Cię usłyszę.

Pióro

 

Milton Ha

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.