Sosna Polska (Do Jana Pawła II) przyczynek do powstania wiersza

Informacja o stanie

Na początku było słowo…

                Słowo się zawsze obroni. Trzeba tylko słuchać słowa i słowo rozumieć. Mówili o nim w każdym języku. Wypowiadali o Nim każda opinię  na TAK i na NIE. Jaki był naprawdę nie wie nikt, nawet ten, kto był z Nim najbliżej, bo nie da się poznać umysłu człowieka do końca. Można go tylko sądzić po jego słowach i uczynkach a i tak będzie to sąd subiektywny. Kiedy zmarł jedni wołali „Santo subito!”, inni wręcz przeciwnie, jeszcze innych mało to obeszło. Tak samo, jak Ci co wołali na TAK, stałem w oknie, gdzie paliła się świeca i wiedziałem, że coś się skończyło. Również dla mnie. Czytałem wtedy wiersz Stefana Witwickiego, błędnie przypisany Jemu.

Do sosny polskiej
 
Gdzie winnice, gdzie wonne pomarańcze rosną,
Ty, domowy mój prostaku, zakopiańska sosno,
Od matki i sióstr oderwana rodu
Stoisz, sieroto, pośród cudzego ogrodu.
 
Jakże miłym jesteś gościem memu oku,
Bowiem oboje doświadczamy jednego wyroku,
I mnie także pielgrzymka wyniosła daleka,
I mnie w cudzej ziemi czas życia ucieka.
 
Czemuś, choć cię starania cudze otoczyły,
Nie rozwinęła wzrostu, utraciła siły?
Masz tu wcześniej i słońce, i rosy wiośniane,
A przecież twe gałązki bledną pochylone.
 
Więdniesz,
Usychasz, smutna, wśród kwitnącej płaszczyzny
I nie ma dla ciebie życia, bo nie ma Ojczyzny,
Drzewo wierne!
 
Nie zniesiesz wygnania, tęsknoty
Jeszcze trochę jesiennej i zimowej słoty,
A padniesz martwa!
Obca ziemia cię pogrzebie.
Drzewo moje,
Czy będę szczęśliwszy od ciebie?
 

            Wiersz zacytowany powyżej przypisywano Jemu. W  rzeczywistości jego autorem jest XIX wieczny poeta Stefan Witwicki. Utwór trafił w 2003 roku do antologii: „Klejnoty poezji polskiej. Od Mickiewicza do Herberta”. W którymś momencie nastąpiło przekłamanie i obok poematu Karola Wojtyły „Matka” , umieszczono także wiersz „Do sosny polskiej”. Kiedy tak stałem, w oknie w głowie układałem sobie odpowiedź, cóż też ta Polska Sosna odpowiedziałaby jemu, gdyby rzeczywiście to on był autorem wiersza.

JPII

            Nadszedł dzień Jego pogrzebu i kiedy tak patrzyłem , pod koniec, jak wiatr, przekłada karty Pisma Świętego złożonego na jego trumnie i w końcu ostatecznie zamyka księgę, wiersz ułożył się już do końca, sam, a może za jego przyczyną. W odpowiedzi na wiersz Witwickiego, od ręki napisałem odpowiedź Sosny Polskiej do Jana Pawła II, nie wiedząc wtedy, że nie On jest autorem tego wiersza.

Do Jana Pawła II – Sosna Polska
 
Gdy mnie tak opisałeś, wtedy, w tamtym roku,
kiedy jeszcze żar serca błyszczał w Twoim oku,
byliśmy wtedy razem na początku drogi,
co wiodła nas do góry, do nieba, w obłoki.
 
Lecz nie dane nam było powędrować razem.
I nie dane nam było cieszyć się tym czasem.
Bo, choć wcześnie tu słońce i rosy wiośniane,
serce tam, gdzie korony halnym rozwiewane.
 
Tutaj, gdzie pomarańcze, gdzie winnice rosną,
Już nie wzrosnę ku niebu – zakopiańska sosna.
Bo zabrana od matki, od mego narodu
uschłam, zmarniałam, zmarłam pośrodku ogrodu.
 
Ty sam, chociaż troską otoczony byłeś,
Jak ja marniałeś, gasłeś, ku ziemi chyliłeś.
Szczęśliwie na Twej drodze dane Tobie było
przemieniać życie w Słowo – i Słowo ożyło.
 
A wziąłeś Je z serca, z wiary, z Ojczyzny tęsknoty.
Weń wlałeś naszą duszę i jesienne słoty
i pustkę po mnie uschłej – zakopiańskiej sośnie,
i żal po kolejnej, utraconej wiośnie.
 
Patrzyłam jak dźwigałeś zadanie nad siłę,
Jak głosiłeś Słowo, gdziekolwiek przybyłeś.
Aż doszedłeś do końca wyznaczonej ścieżki,
Kiedy w sobie ukryły Cię drewniane deski.
 
Prosta, jasna, cedrowa – a czemu nie z sosny?
Stała sama na placu, a wiatr tchnieniem wiosny
otwarty ewangeliarz przewracał nerwowo,
aż natrafił na Tobie przeznaczone Słowo.
 
Spojrzał, Słowo odczytał, zaniósł je wysoko,
Ku wierchom, sosnom, niebu, płynącym obłokom
I targając połami szkarłatnych ornatów,
zamknął księgę – I zabrał Ciebie do zaświatów.
 
Teraz jesteś tu ze mną, tu gdzie wierchy i sosny,
gdzie się strumień zaczyna, i gdzie Słowem prostym
mówi każdy, i każdy to Słowo rozumie.
Oto ja – Sosna Polska – Chodź, wesprzyj się na mnie.

8 kwietnia 2005 r.

Pióro

           

Milton Ha

 

                Teraz On jest już Santo. Święty Jan Paweł II. Dla tych, co wołali „Santo subito!”, dla wielu im podobnych. Czy jest dla mnie? – Jeszcze nie wiem. Jego Słowo do mnie jeszcze nie przyszło, podobnie jak do wielu innych. Może nie przyjdzie nigdy. Chociaż wszystkich nas czeka kres. Czy to oznacza, że jesteśmy gorsi od Tych co zawsze i stale byli i są na TAK? NIE.

Publikuję w dziesiątą rocznicę Jego śmierci.

2 kwietnia 2005 21:37 – 2 kwietnia 2015 21:37.