Sójka w mieście

Sójka w mieście

Claire Dux poświęcam…

Tak sobie, nie wiadomo skąd,
przyleciała.
Tak sobie, niby nigdy nic,
na gzymsie siadła.
Tak się błękitnie-szaro-czarno
Wystroiła.

Stoi taka, sama sobą zachwycona.
głową kręci na boki,
i mech, co się w starej rynnie wyleguje,
dziobie.

Czarny ją dojrzał i myknął do bramy,
co gzymsem zwieńczona.
Poganiany instynktem, czy wzrokiem
przesądnej, przechodzącej mimo.
Nie wiem.

Spojrzała, poleciała w dół,
w ślad za mchem z przerdzewiałej rynny
Wykręciła młynka nad głową czarnego,
i tyleśmy ją widzieli, co sama chciała.
Tak stoimy zadziwieni, zachwyceni.
Ja i czarny.

A z wnętrza domu z czerwonej cegły
wychyla się dziecięca buzia
blondyneczki Klary
i szczebiocze w ślad za nią swoje trele.

Jeszce nie wie, że będzie wielką artystką
operowych scen świata.
Jeszcze nie wie, że będzie muzą Salvadora Dali.
Jedną z wielu.

Patrzę i wiem, że Claire Dux nie śpiewa już
na operowych scenach świata
a dom, który jej dzieciństwo chronił,
odejdzie kiedyś w zapomnienie
w ślad za nią.
Jak my, kiedy przyjdzie na nas pora,
choćby przed debiutem.

Napisane w Bydgoszczy, w maju 2005 r., na Grottgera pod czwartym, czekając na Olę, w setną rocznicę wyjazdu Claire Dux z Bydgoszczy w świat, wielki operowy świat początku dziewiętnastego wieku.
Pióro Milton Ha