Kapliczka podlaska

Z cyklu: Kapliczki polskie

Kapliczka podlaska

Na horyzoncie, gdzieś hen, daleko,
wieś się przysiadła na skraju lasu.
Piaszczystą drogą, od Mochnatego,
wlecze się fura z innego czasu.

Woźnica jakby żywcem wyjęty
z albumu, z wieku dziewiętnastego.
Koń parska cicho batem podcięty
i rusza żwawiej, na Zbucz, na lewo.

Lecz gdy dojeżdża na dróg rozstaje,
woźnica szybko, zdejmuje czapkę.
Cugle puszczone, koń sam przystaje
Pozdrawia Matkę. Kapliczną Matkę.

Madonnę, która w swej siwej wieży
na cztery strony świata się patrzy.
I zawsze widzi kto ku niej bieży,
I dokąd zmierza, także wie zawsze.

Podchodzę bliżej, zaglądam w okna.
Trudno przeniknąć kurz, ten na szybie.
Muszę uwierzyć. Madonna piękna.
Podlaska Panna. Ona? Niechybnie.

Stoję i patrzę jak kurz na drodze
zakrywa ślady wozu i kopyt.
Woźnica mocniej przyciąga wodze,
choć nie potrzeba. Wystarczy dotyk.

Mnie też nie trzeba niczego więcej.
U stóp Madonny stoję zdumiony
i wiem, że kiedy będę w potrzebie,
ona mnie wyrwie. Będę zbawiony.

Bydgoszcz, 11 czerwca 2017 r., wspomnienie z Podlasia – spoglądając na pobieloną kapliczkę z Madonną Wybawicielką na cztery strony świata patrzącą.

Pióro

 

Milton Ha