Z Rado rozmowa o Świętych Gorczańskich

Z Rado rozmowa o Świętych Gorczańskich

Rado napisał:
„A w Gorcach biało. A w Gorcach śnieg.
W Gorcach w kapliczkach marzną Święci.”

A ja mu na to:
Trzeba rozpalić jakiś piec.
Może nie będą tak zmarznięci?

ref.
A kiedy zamieć pójdzie precz,
kiedy nad Gorcem słońce wzejdzie,
staną w kapliczkach, zwykła rzecz,
bo mogą Święci stanąć wszędzie.

Czas już napalić w piecu znów.
Z Wielkiego Wozu wyprząc konie.
Trzeba zaprosić, żeby tu
przysiedli się, gdy ogień płonie.

A kiedy…

I żeby posłuchali nut,
które w zasnutym nieboskłonie
rozchodzą się i tam i tu,
„aż zaniebieszczą w dali błonie”

A kiedy….

Bydgoszcz, 26 listopada 2017 r.,

Pióro

 

Milton Ha

Ostatni wieczór w barze

Ostatni wieczór w barze

Na rogu stoisz, pada deszcz
i szlag Cię znowu trafia.
Więc idziesz prosto i już wiesz.
Do baru, który zbawia.
Więc wypij wódkę, bo już czas,
Nie pierwsza, nie ostatnia.
A potem znów, kolejny raz,
barmana weź na świadka.
Kolejka za kolejką. Raz!
Barman polewa chętnie.
I nie pozwolisz mówić: Pas!
Połówka znowu pęknie.

Znów pijesz wódkę, taki czas.
Dziś pierwsza, nie ostatnia.
A potem znowu, setny raz,
sens życia się ulatnia.
Barman troskliwy, zwykle tak,
już nie naleje więcej.
Chyba do domu wracać czas?
Już widać dno w butelce.
Wypiłeś wódkę, wracać czas
Nie pierwszą, lecz ostatnią.
I dzisiaj znów, kolejny raz,
ostatnie z szatni palto.

W barze, gdzie zwykłeś tracić czas,
gdy forsę ktoś, lub Bóg dał,
patrzysz się w lustro, w swoją twarz,
a film się znowu urwał.
W tym barze szczęścia tyle jest,
co kot napłakał ledwie.
A kumple Twoi, pal ich sześć,
i nocy mrok już rzednie.
Ostatni szmonces, w barze tym,
sprzedałeś za srebrniki.
Nad kontuarem siwy dym.
Ty dalej jesteś nikim.

Nie wrócisz tutaj mówiąc: Cześć!
Barman się nie ukłoni.
Lat zmarnowanych, chyba sześć.
Łzy także nie uroni.
Wypiłeś wódkę, powiedz: Pas!
I pierwszą i ostatnią.
I powiedz, że kolejny raz
nie przyjdziesz, bo nie warto.
Wypiłeś wódkę, powiedz: Pas!
I pierwszą i ostatnią.
I powiedz, że kolejny raz
nie przyjdziesz, bo nie warto.

Bydgoszcz, 28 października 2017 r.,

Pióro

 

Milton Ha

Z taksówkarzem o czasoprzestrzeni

Z taksówkarzem o czasoprzestrzeni

Leje, a na postoju pustki.
W końcu podjeżdża, wsiadam szybko.
Szkło okularów żąda chustki.
Szpital gdzieś za plecami zniknął.

Jedziemy, gadać mi się nie chce,
a dryndziarz ciągnie jakieś bajdy.
O równoległym, coś, wszechświecie
zagaja. Skręca na pas skrajny.

I wlecze się niemiłosiernie.
I szuka u mnie zrozumienia.
A ja go prosto i bezczelnie
na ziemię ściągam.Tu jest Ziemia.

Panie, zastanów się realnie.
Jaka praktyczna z tego korzyść
będzie dla pana albo dla mnie
że ktoś cegiełki te ułoży?

Że będzie wszem i wobec znane
i nawet może dowiedzione,
że ten nasz wszechświat to zaścianek
a inny obok, to: Broń Boże!?

Z tego powodu nic na Ziemi
nie zmieni się, ani o jotę.
Nauki postęp nic nie zmieni,
gdy sąsiad ma nas za idiotę.

Wszechświat wysoko za chmurami.
Z nieba się leje jak z durszlaka.
A mnie się dryndziarz wtarabanił
z równoległego, chyba, świata.

Bydgoszcz, 5 października 2017 r.,

Pióro

 

Milton Ha