Ostatni wieczór w barze

Ostatni wieczór w barze

Na rogu stoisz, pada deszcz
i szlag Cię znowu trafia.
Więc idziesz prosto i już wiesz.
Do baru, który zbawia.
Więc wypij wódkę, bo już czas,
Nie pierwsza, nie ostatnia.
A potem znów, kolejny raz,
barmana weź na świadka.
Kolejka za kolejką. Raz!
Barman polewa chętnie.
I nie pozwolisz mówić: Pas!
Połówka znowu pęknie.

Znów pijesz wódkę, taki czas.
Dziś pierwsza, nie ostatnia.
A potem znowu, setny raz,
sens życia się ulatnia.
Barman troskliwy, zwykle tak,
już nie naleje więcej.
Chyba do domu wracać czas?
Już widać dno w butelce.
Wypiłeś wódkę, wracać czas
Nie pierwszą, lecz ostatnią.
I dzisiaj znów, kolejny raz,
ostatnie z szatni palto.

W barze, gdzie zwykłeś tracić czas,
gdy forsę ktoś, lub Bóg dał,
patrzysz się w lustro, w swoją twarz,
a film się znowu urwał.
W tym barze szczęścia tyle jest,
co kot napłakał ledwie.
A kumple Twoi, pal ich sześć,
i nocy mrok już rzednie.
Ostatni szmonces, w barze tym,
sprzedałeś za srebrniki.
Nad kontuarem siwy dym.
Ty dalej jesteś nikim.

Nie wrócisz tutaj mówiąc: Cześć!
Barman się nie ukłoni.
Lat zmarnowanych, chyba sześć.
Łzy także nie uroni.
Wypiłeś wódkę, powiedz: Pas!
I pierwszą i ostatnią.
I powiedz, że kolejny raz
nie przyjdziesz, bo nie warto.
Wypiłeś wódkę, powiedz: Pas!
I pierwszą i ostatnią.
I powiedz, że kolejny raz
nie przyjdziesz, bo nie warto.

Bydgoszcz, 28 października 2017 r.,

Pióro

 

Milton Ha