Łąki nieba

Łąki nieba

Po skale, której mech jedynie
potrafi mocno się przytrzymać,
ostrożnie stawiam swoje kroki,
a droga w mgle, w otchłani ginie,
że ledwie koniec ręki widać.
Komin przechodzi w żleb wysoki.

Ref.
Lino, nie zawiedź kiedy trzeba.
Partnerze, mocno trzymaj mnie.
Tam, gdzieś wysoko, na tle nieba,
nasz cel. To szczyt wyłania się.

Spocone dłonie, dygot łydek
i suchość w ustach przypomina,
że nie ma miejsca tu na błędy,
że najważniejszy wdech i wydech.
Skała zroszona, twarda, zimna.
Zniechęca. Jednak pójdę tędy.

Ref.
Lino, nie zawiedź kiedy trzeba.
Partnerze, mocno trzymaj mnie.
Tam, gdzieś wysoko, na tle nieba,
nasz cel. To szczyt wyłania się.

Tam szczyt, to nasze przeznaczenie,
więc teraz Ty poprowadź wyciąg.
W granicie nowy hak już grzęźnie,
a lina, sunąc, tłumi brzmienie.
Na stanowisku wpinasz podciąg
i –„Możesz iść!” – już wołasz pewnie.

Ref.
Lino, nie zawiedź kiedy trzeba.
Partnerze, mocno trzymaj mnie.
Tam, gdzieś wysoko, na tle nieba,
nasz cel. To szczyt wyłania się.

Nagle się budzę z sennej mary,
na prawym, jak to zwykle, boku,
we własny łóżku, w moim domu,
a strach, przez uchylone szpary,
ten który widzisz w moim oku,
wychodzi oknem, po kryjomu.

Ref.
Ty mnie nie zawiedź, kiedy trzeba.
Kochanie, mocno przytul mnie.
Tam, gdzieś wysoko, łąki nieba
Tam znowu zakochamy się.

Bydgoszcz, 25 maja 2017 r.,

Pióro

 

Milton Ha