Na dzień nadejścia

Na dzień nadejścia
dokładną datę może przyjdzie dopiero wpisać.

Z grudniowym przyszedł do mnie brzaskiem i mówi :

„Biorę cię na świadka,
że kiedyś byłem tamtym rankiem,
roku owego, z listopada,
a może z marca?
 
I byłem dniem, który jak wicher
przeleciał ciągnąc czas historii,
któremu ludzie chcieli przyrzec
dozgonną pamięć.
Więc, nie zapomnij,
Ty, który słuchasz.
 
Dzisiaj, nie wiedzą ci, co mieli
dnia tego nigdy nie zapomnieć,
Kiedy to było? Co przeżyli?
I ile jeszcze przeszło stąpnięć
w  butach pamięci?
 
Ja jestem rokiem.
Jam miesiąc ten.
I jestem dniem.

Czy teraz wiesz?”

Tak, teraz wiem.

Łódź, 31 grudnia 1981 r.,

Pióro

 

Milton Ha

Godzina policyjna

Godzina policyjna

Wieczór, godzina jedenasta, zamarły kroki na ulicach.
W cieniach latarni, w środku miasta, ostatni człowiek się przemyka.
Leżymy razem, nasłuchując jak wiatr zimowe drzewa wzrusza,
i usypiamy nie przyjmując, że ONI NIE CHCĄ, ALE MUSZĄ.

Łódź, grudzień 1981 r.,

Pióro

 

Milton Ha

Prze-widzenie

Prze-widzenie

Spadł świeży śnieg
i okrył wszystko
białym kobiercem tajemnicy.
Mówiłeś do mnie:

„Widzę wszystko.
Idą ulicą robotnicy,
i rozglądają się na boki.
Idą ulicą robotnicy naprzeciw kulom.
Koniec epoki”

Jakoś nie mogłem Ci uwierzyć,
słuchając słów szeptanych skrycie:

„Idą ulicą robotnicy. Idą, by przeżyć.”

Jak mogłeś wtedy wszystko widzieć?
Przecież spadł śnieg.
Wokoło biało, nieprzejrzyście.
Śladów nie widać …
Kroków nie słychać…
Ty żartowałeś?

„Oczywiście”

Łódź, 4 grudnia 1981 r.,

Pióro

 

Milton Ha