Po raz ostatni

Po raz ostatni

Gdy smutki już posprzedajemy,
gdy nas już wyrwiesz z każdej matni,
pozwól nam kochać, tu na Ziemi.
Po raz ostatni.

A gdy już czas nam będzie w drogę,
gdy płaszcz wydadzą nam już z szatni,
pozwól ulicą pójść, jak co dzień.
Po raz ostatni.

Gdy na wysokiej, Twojej grani,
okaże się, że myśmy zdatni,
pozwól nam cały strach mieć za nic.
Po raz ostatni.

Wtedy pójdziemy, skoro trzeba,
my, na pokusy tak podatni,
lecz pozwól wtedy nam zaśpiewać.
Po raz ostatni.

A głos niech się po górach niesie
i wąwóz niech go uwydatni.
Będziemy sławić złotą jesień.
Po raz ostatni.

Bydgoszcz, 29 listopada 2017 r.,

Pióro

 

Milton Ha

Przychodzą czasem

Przychodzą czasem

Przychodzą czasem wiadomości.
Jak złodziej, co się skrada nocą.
Jak hordy nieproszonych gości
i nie wiadomo, skąd i po co.

Padają czasem takie słowa,
których nie chcielibyśmy słyszeć
i powtarzane wciąż od nowa
są w stanie przerwać każdą ciszę.

Przychodzi wreszcie taka chwila,
na którą nigdy nie czekamy.
Która ku ziemi nas pochyla,
bo nazbyt ciężkie, co dźwigamy.

I wtedy stajesz, wzrok podnosisz
i w skardze rzucasz coś zuchwale,
albo upadasz i Go prosisz,
i nie masz odpowiedzi. Wcale.

Do kogo wołasz, kogo czekasz?
Kto tam ma być? Po której stronie?
A może niepotrzebnie zwlekasz?
Może ten koniec, to jest KONIEC?

Nie wiesz i nigdy się nie dowiesz.
Nie przyjdzie żadna też wiadomość.
A ty nikomu nie odpowiesz,
czy byt w niebycie, to świadomość.

Przychodzą czasem wiadomości.
Jak złodziej, co się skrada nocą.
Jak hordy nieproszonych gości
i tylko ON wie, skąd i po co.

Bydgoszcz, 27 listopada 2017 r.,

Pióro

 

Milton Ha

Wiersz na chwilę

Wiersz na chwilę

Masz może dzisiaj wolną chwilę?
Usiądę. Jakiś wiersz napiszę.
A jeśli nawet nie masz tyle,
posłuchaj. Stukam znów w klawisze.

Nie trzeba wiele. Całkiem mało.
Jesień za oknem nastrój stwarza.
We mgle się wszystko pochowało,
Księżyc się z lampą przekomarza.

Lampa przygasa, drży na wietrze.
Księżyca blask wspak chmura gasi.
Nad polem mroźne skrzy powietrze
I mgła opada. Kot się łasi.

Ogień w kominku drży, przygasa.
Brzozowych polan słychać stęki,
jakby śpiewały pieśń o lasach
skąd je zabrano. Cichną dźwięki.

Mówisz, nie mamy tu kominka?
Nie mamy. Wcale. Mówię szczerze.
Jednak rozpalę bierwion kilka.
Chociaż go nie ma, ja weń wierzę.

I w psa, co leży na kanapie
i łeb podsuwa mi pod rękę…
Psa też nie mamy? A kto chrapie?
I kto otwiera wciąż łazienkę?

Tak, wyobraźnia może wiele.
Może rozbawiać i pocieszać,
ale i dla niej to za wiele,
kiedy przychodzi martwych wskrzeszać.

Nie wstaną z martwych. Dziś ni jutro.
Nie siądą z nami przy kominku.
Listopadowa mgła, jak futro,
otuli wszystko. Śpij już synku.

Niech ci się przyśni dom pod lasem.
Z kominkiem, kotem, psem i z nami.
Gdy wstaniesz, pomyśl o nas czasem
patrząc na album ze zdjęciami.

Bydgoszcz, 24 listopada 2017 r.,

Pióro

 

Milton Ha