Narew czerwcowa

Narew czerwcowa

Gdzieś jest źródło tej narwiańskiej wody.
Gdzieś się przecież to wszystko zaczyna.
Może tam, gdzie wciąż każdy z nas młody.
Tam, gdzie lato niestraszne, ni zima.

W chacie z drewna, pod dachem blaszanym,
ktoś na ganku wciąż siedzi na schodach.
Kwitną malwy. Ktoś jedzie majdanem,
i kurz z drogi osiada na nogach.

Na podwórku dzieciaków gromada.
Babcia Zosia, kury, kaczki karmi.
Czerwiec. Upał. Od dawna nie pada.
Woda mami i kusi. Do Narwi!

Więc przez las, drogą prostą, na skróty.
Potem biegiem ze skarpy, jak strzelił.
I już koniec upalnej pokuty.
I za chwilę już wszyscy w kąpieli.

Narew cicha, z pozoru łagodna,
już dotknięta czerwcowym upałem.
Może jednak jeszcze zbyt chłodna?
Lecz nie dla mnie, właśnie tego chciałem!

Dzisiaj w wodzie ledwie stopy moczę.
Siostry siedzą ostrożnie na brzegu.
Jedna drugiej zaplata warkocze.
Równie długie, lecz w kolorze śniegu.

Narew płynie, jak płynęła wtedy.
Siostry w świecie lub u Pana Boga.
Tyle tylko mej zostało schedy.
I do Narwi już nie wiedzie droga.

Bydgoszcz, 13 czerwca 2017 r.,

Pióro

 

Milton Ha