Sad przedzimowy

Sad przedzimowy
 
Stary Sad już pochylił gałęzie,
wiatr uczesał je wietrznym grzebieniem.
Mróz się rozsiadł na każdym pędzie
srebrem skrzącym. I opadł na ziemię.
A pod drzewem jedynie wspomnienie
jabłek, które z drzew pospadały.
Bielą drzewa pokryte szczelnie.
Sad już zasnął zupełnie. Sad cały.

Sad czasami się budzi. Rzuca okiem dokoła.
Wypatruje gdzieś wiosny i ciepłego poranka.
Po czym wzdycha zmartwiony, że to jeszcze nie pora.
Z resztek liści zapina swe dziurawe ubranko.
Delikatnie po głowie Sad się czochra i drapie.
To poprawia, to strząsa oszronione swe włosy
a, że zimno, wciąż marzy o śniegowej cud-czapie,
co otuli, ochroni. W której przetrwa do wiosny.

Stary sad znów pochylił gałęzie.
Wiatr już służy mu swoim grzebieniem.
Mróz zaś myśli – „Jaka zima będzie?”
Śniegu nie ma. Sad ma jedno marzenie,
że pod drzewem uśpione liście
otuliły mu stopy dość szczelnie,
by mróz tęgi, co kiedyś przyciśnie,
Sad oszczędził. Wtedy znów zakwitnie.

Bydgoszcz, 20 grudnia 2016 r.,

Pióro

Milton Ha
Wiersz dzisiejszy, o 8-ej rano zaczęty, patrząc na sad, przez Małgorzatę na zdjęciu uchwycony a zakończony wpół do południa, po drugiej herbacie.