Na sianokosy

Na sianokosy

Czerwcowy świt, spoza drzew, spoza drzwi,
jak złodziej patrzył z sieni, czy gospodarz śpi.
Wepchnął wiatru wiew, sen z oczu nam zmył,
wygonił nas na łąki. Opar srebrem lśnił.

Wozem drogą jadę, koń parska i grzywą
much stado precz odgania. Woźnica się kiwa.
Kopyta podnoszą kurz spalonej drogi.
Na sianokosy jadę. Bocian w trawie brodzi.

Wstaje nowy dzień, my daleko w drodze.
Słów żadnych nie potrzeba. Popuszczone wodze.
Orczyk stuka w dyszle. Lejce luźno wiszą.
Stopami, co po piachu, wiersze nowe piszę.

Wozem drogą jadę, koń parska chrapami.
Przez pola, lasy, łąki. Woźnica zaspany.
Wozem drabiniastym, co skrzypi i trzeszczy,
na sianokosy jadę. Czy daleko jeszcze?

Wchodząc w lasu czerń, gdzieś na skraju wsi,
woźnica ściągnął czapkę, uniósł siwe brwi.
Spoglądam i ja. Tam, na prawą stronę.
Pozdrawiam gestem ręki kapliczną Madonnę.

Wozem drogą jadę, koń parska a grzywa
miarowo w lewo, w prawo. Woźnica przysypia.
Kopyta miarowo stukają w trakt leśny.
Na sianokosy jadę. Na jawie czy we śnie?

Wstaje nowy dzień, a ja ciągle w drodze.
Z dnia na dzień, coraz dalej. W samotności brodzę.
Chociaż sił już brak, chociaż droga stroma.
Codziennie, wciąż pod górę. Oto droga moja.

Wozem już nie jadę. Na wsi tej nie bywam.
Woźnica w pamięci. Pamięci nie zbywa.
Tą piaszczystą drogą i tym traktem leśnym,
na sianokosy chciałbym. Chociaż ten raz jeszcze.

Na sianokosy chciałbym. Gdzie olchy szeleszczą.
Na sianokosy chciałbym. Gdzie Narew i świerszcze.
Na sianokosy chciałbym. Tam jest moje miejsce.
Na sianokosy Panie, zabierz mnie nareszcie.

Bydgoszcz, 30 sierpnia 2015 r.

Pióro

 

Milton Ha

Letnie krajobrazy

Letnie krajobrazy

Znajdziesz gdzieś jeszcze wierzby płaczące,
których korzenie strumień obmywa.
Znajdziesz gdzieś stare żurawie skrzypiące,
domy gdzie przeszłość chwilą ożywa.

Spod warstwy kurzu i zapomnienia
patrzy nieznana postać z obrazu.
Niewarte nawet twego spojrzenia
leży urwane ucho od wazy.

Gdzieś w kącie stoi drewniana skrzynia.
Stara, spróchniała – otwarte wieko.
Obok kot harce swoje wyczynia,
gdzieś biją dzwony bardzo daleko.

A wszystko razem zamknięte ramą
lasu za oknem, na horyzoncie,
z prześwitującym złocistą plamą
niedawno wzeszłym, gorącym słońcem..

Ono tu wlewa promienie życia
w zastygłe, martwe ciemne obrazy.
Wypędza cienie spod strzech poszycia.
Maluje bliskie nam krajobrazy.

27 września 1978

Pióro

 

Milton Ha

Las (pierwszy)

Las (pierwszy)

Tak bardzo lubię chodzić po lesie,
gdzie w każdym miejscu czai się życie,
gdzie w szumie jodeł wiatr słowa niesie
leśnej rozmowy szeptanej skrycie.

W momentach ciszy tak nieuchwytnej
słychać jak pająk nić swoją snuje,
jak w niebo pną się kwiaty błękitne,
jak gdzieś pod ziemią życie pulsuje.

Tak bardzo lubię chodzić po lesie,
zmyślać usnute w szumie rozmowy.
Szukając myśli błądzących w czasie
na pewno jutro przyjdę tu znowu.

1979

Pióro

 

Milton Ha