Burza

Burza

Gorący oddech w krzewie leszczyny
zamarł pod nagłym dotknięciem ust.
Powiew na liściach krzewu jaśminu
zastygł pośrodku, przepadł jak duch.

Wszystko to trwało przez okamgnienie
gdy nagle ruszył z impetem świat.
Zmiatając kurze na ścieżki scenie
poleciał przodem swawolnik wiatr.

Za nim, powoli, z nadętą miną
naburmuszając kąciki ust
ubrana w szarość chmur, w pelerynę,
przybyła pierwsza z wiosennych burz.

Najpierw łagodnie, jak od niechcenia
mruknęła groźnie, i jeszcze raz.
Potem w granacie zauroczenia
runęła grzmotem w uśpiony las.

I za nic mając brzęczące ule
jęła tarmosić, szarpać i rwać,
tkając zasłony deszczowym tiulem
zamknęła w sobie śródleśny świat.

Porozdawała swe uniesienia
i, jak to zwykle, w wiosenny czas,
umilkła nagle, bez uprzedzenia,
unosząc z sobą dudniący bas.

I tylko w liściach, igłach, na ziemi
perli się po niej ostatni ślad,
a w podnoszącym się rzędzie cieni
powstaje w słońcu zdumiony las.

 

23 maja 2005

Pióro

 

Milton Ha