Samba na Zimę

Samba na Zimę

Świeży śnieg skrzypi jak mokry piach
pod dotknięciem przechodzących butów
i podnosi się, gdy wieje wiatr
w wirach, skrętach srebrzystego puchu.

Poukładał się nam na trawnikach
w białe zaspy garbato-brzuchate.
Ówdzie zastygł w mroźnych pomnikach,
zdobiąc drzewa w szaty z brokatem.

A Ty biegłaś potrącając drzewa
srebrnych iskier obsypując deszcze
i mówiłaś, że wiatr w nich śpiewa
kiedy dmucha i gałęzie czesze.

Dmuchnął, fuknął mocniej i mróz
lodu szpilki powbijał nam w twarze.
Płateczkami posypał znów
odnawiając śnieżne ołtarze.

To jest nasza „Samba na Zimę”,
co lodami gdzieś na rzece pęka,
i na ciepło ubraną dziewczynę,
którą mróz całuje po rękach.

zima, 1985

PióroMilton Ha