Zamykam oczy

Zamykam oczy

Otwieram stronę, dowolną stronę,
a tam już patrzą oczy zmęczone.
Oczy chorobą zdjęte, rozpaczą.
I tylko patrzą…
I tylko patrzą…

Więc inną znowu otwieram stronę,
a tam psie oczy, kocie – zmrużone,
wciąż tam czekają, że ktoś zobaczy.
I Pan się patrzy…
I Pani patrzy…

A gdy zaglądam na inną stronę,
drzewa się patrzą, jeszcze zielone,
i szumią swoje dźwięki rozpaczy.
A tracz nie patrzy…
A piła warczy…

I jeszcze jedną odwiedzam stronę
a tam lodowce, całkiem stopione
i płyną rzeki – lodowce płaczą.
I wszyscy patrzą…
Wcale nie płaczą…

Drga w środku we mnie życie wkurzone.
Pięść się zaciska, by brać w obronę,
a przecież mógłbym całkiem inaczej.
Pstryk, już nie patrzę…
Pstryk, jednak patrzę…

Wzrok swój odwracam w przeciwną stronę
i wiem, że wszystko zaprzepaszczone,
bo nie wysuszysz morza rozpaczy.
Nawet, gdy patrzysz…
Gdy tylko patrzysz…

W poczuciu winy i sfrustrowany
zamykam oczy, świat w nich schowany,
bo czuję, że to wszystko za mało.
Choćby się chciało…
Choćby się dało…

Bydgoszcz, 25 października 2017 r.,

Pióro

 

Milton Ha