Na brzegu rwącej rzeki

Na brzegu rwącej rzeki

Choć czujesz, żyjesz tu i teraz.
Choć myślisz: „Życie jest wspaniałe.”
Codziennie uczysz się umierać,
a na swej drodze jesteś dalej.

Dalej od planów i od marzeń.
Dalej od chwili: „Wszystko mogę.”
A coraz bliżej do wydarzeń,
gdy podsumujesz swoja drogę.

Jakiś rachunek strat i zysków.
Lista osiągnięć i porażek.
I to wrażenie, że to wszystko
zbędnym wydaje się bagażem.

Bo nie pojąłeś przez lat tyle,
że to, co w słowa wciąż ubierasz,
i co zajmuje tylko chwilę,
jest najważniejsze gdy umierasz.

Nie marnuj ani chwili więcej
kiedy przed Tobą rwąca rzeka.
Ucz się umierać, ucz codziennie.
Życie to chwila. Wieczność czeka.

Bydgoszcz, 17 listopada 2017 r.,

Pióro

 

Milton Ha

Pytania do życia

Pytania do życia

Dziecka śmiech, czuły gest,
pies, co łasi nam się do nóg pełen wiary.
Zwykły dzień, póki jest.
Dzień zamglony, czasem chłodny, taki szary.

Życie, czemu jesteś takie szare, takie zwykłe
i dlaczego, żyjąc tyle, całkiem jeszcze nie przywykłem?
Czemu?
Czemu idziesz swoim torem wyznaczonym,
gdy mnie jednak nie po drodze iść za tobą, w twoją stronę?

Dziecka śmiech, czuły gest,
pies, co łasi nam się do nóg pełen wiary.
Zwykły dzień, póki jest.
Dzień zamglony, czasem chłodny, taki szary.

Życie, czyś z przekory nazywane bywasz cudem,
a po prawdzie, tyś zgryzotą i nieziemsko wytężonym trudem?
Po co?
Po co, życie, tak się męczyć mam i trudzić,
kiedy nie wiem, czy właściwą drogą idę, czy mnie zgubisz?

Dziecka śmiech, czuły gest,
pies, co łasi nam się do nóg pełen wiary.
Zwykły dzień, póki jest.
Dzień zamglony, czasem chłodny, taki szary.

Życie, czym ty jesteś, gdy ja tutaj, na tej Ziemi,
wciąż wyglądam niepoznanej twej przyczyny, która zmieni?
Kto?
Kto mnie weźmie pod swe skrzydła opiekuńcze,
gdy na drodze nieskończoność nieuchronna spojrzy ku mnie?

Dziecka śmiech, czuły gest,
pies, co łasi nam się do nóg pełen wiary.
Zwykły dzień, póki jest.
Dzień zamglony, czasem chłodny, taki szary.

Bydgoszcz, 10 listopada 2017 r.,

Milton Ha

Ostatnia latarnia

Ostatnia latarnia

Już ostatnia latarnia w dal swój promień posyła
i jak komin, co w niebo dym śle gdzieś nieprzytomnie,
tak i ona ten promień w mgle układa co chwila,
nowe gwiazdy rozpala, gdzieś hen, na nieboskłonie.

W ślad podążam za światłem, liczę jedną po drugiej.
Jak się nad mgłą unoszą, tam, nad tym morzem białym.
I nie mogę ich zliczyć, mimo nocy tak długiej.
Przyjdzie wrócić tu znowu. Być w liczeniu wytrwałym.

Nic to, że nieskończoność. Czy naprawdę aż tyle?
Liczyć jednak potrafię, czasu też znajdę dosyć.
Tylko niech mi latarnia śle swe światło co chwilę,
wtedy wszystkie policzę. Wiatr od morza, we włosy.

A gdy zgaśnie latarnia, Ty mi zaświeć, choć jedną,
gwiazdę na nieboskłonie. Przewodniczkę na drodze.
Tę ostatnią latarnię zamkną wtedy na pewno.
Cóż komu po latarni, co nie świeci – mój Boże?

Bydgoszcz, 23 października 2017 r.,

Pióro

 

Milton Ha