Chochoł z „Wesela”

Chochoł z „Wesela”

Jam poeta, chochoł z miasta.
Przybyłem dziś na wesele.
Słoma z butów mych wyrasta,
Wkoło tłum, a krew szaleje.

Gości pełno, pełno blichtru.
Tłum się skrył za głosów gwarem,
Coś się dzieje, coś się święci.
Skrzy się kula ponad barem.

W wirze tańca i zabawy
nikt nie zwraca się ku marze,
co przysiadła w końcu ławy
pisząc coś na kontuarze.

Palcem na rozlanej wódce
wypisuje słowa straszne,
o tym, co nadejdzie wkrótce,
co się wnet niechybnie zacznie.

Jam jest chochoł. Słoma tylko.
Byle ogień mnie spopieli,
więc nie pójdę w ogień, w tany.
Mnie wesele nie weseli.

Mnie wciąż straszą słowa, znaki,
wypisane czary-mary,
mgła w alejce – a w oddali -
drogi koniec całkiem szary.

Pióro

 

Milton Ha