Sosna Polska (Do Jana Pawła II)

Sosna Polska (Do Jana Pawła II)

Gdy mnie tak opisałeś, wtedy, w tamtym roku,
kiedy jeszcze żar serca błyszczał w Twoim oku,
byliśmy wtedy razem na początku drogi,
co wiodła nas do góry, do nieba, w obłoki.

Lecz nie dane nam było powędrować razem.
I nie dane nam było cieszyć się tym czasem.
Bo, choć wcześnie tu słońce i rosy wiośniane,
serce tam, gdzie korony halnym rozwiewane.

Tutaj, gdzie pomarańcze, gdzie winnice rosną,
Już nie wzrosnę ku niebu – zakopiańska sosna.
Bo zabrana od matki, od mego narodu
uschłam, zmarniałam, zmarłam pośrodku ogrodu.

Ty sam, chociaż troską otoczony byłeś,
Jak ja marniałeś, gasłeś, ku ziemi chyliłeś.
Szczęśliwie na Twej drodze dane Tobie było
przemieniać życie w Słowo – i Słowo ożyło.

A wziąłeś Je z serca, z wiary, z Ojczyzny tęsknoty.
Weń wlałeś naszą duszę i jesienne słoty
i pustkę po mnie, uschłej – zakopiańskiej sośnie,
i żal po kolejnej, utraconej wiośnie.

Patrzyłam, jak dźwigałeś zadanie nad siłę.
Jak głosiłeś Słowo, gdziekolwiek przybyłeś.
Aż doszedłeś do końca wyznaczonej ścieżki,
kiedy w sobie ukryły Cię drewniane deski.


Prosta, jasna, cedrowa – a czemu nie z sosny?
Stała sama na placu, a wiatr tchnieniem wiosny
otwarty ewangeliarz przewracał nerwowo,
aż natrafił na Tobie przeznaczone Słowo.

Spojrzał, Słowo odczytał, zaniósł je wysoko,
ku wierchom, sosnom, niebu, płynącym obłokom.
I targając połami szkarłatnych ornatów,
zamknął księgę – I zabrał Ciebie do zaświatów.

Teraz jesteś tu ze mną, tu gdzie wierchy i sosny,
gdzie się strumień zaczyna, i gdzie Słowem prostym
mówi każdy, i każdy to Słowo rozumie.
Oto ja – Sosna Polska – Chodź, pochyl się ku mnie.

Bydgoszcz, 8 kwietnia 2005 r.,

Pióro

 

Milton Ha