Rzgowska 45a i okolice Trzy chleby

Rzgowska 45a i okolice

Trzy chleby

Chleb pierwszy

Na Rzgowskiej, frontem do pieszych,
za bramą na skobel zamkniętą,
w Janowskich pękatej dzieży
miesił się chleb. Chleb pierwszy.

W kolejce, w grudniowy poranek,
w zadymce na cztery fajery,
wystałem, wymarzłem cztery.
Chleby pachnące, rumiane.

Do domu ruszyłem w podskokach,
po drodze grzejąc się ciepłem
co jeszcze w chlebie. Pobiegłem.
Wiatr cienką kurteczką łopotał.

Chleb drugi

Od Rzgowskiej, Wójtowską na prawo,
na rogu, w witrynach oszklonych,
na półkach z desek brzozowych.
Chleb drugi. W nocy pieczony.

Gdy puste półki na Rzgowskiej
wygnały mnie czasem w ten kąt,
brałem do domu dwa bochny.
Ze skórką spękaną jak gont.

Ty brałaś chleb z nocy do ręki
choć żaru w nim już nie czułaś.
Był dobry, pachnący i miękki…
Z czułością na kromki kroiłaś.

Chleb trzeci

Za rogiem klasztoru drewnianym,
w zatęchłej piekarni norze,
przy Krasickiego schowanej.
Chleb trzeci. W szarym kolorze.

Gdy chleba nie było już nigdzie,
pierwszego czy też drugiego,
brałem ten stary. W siwiźnie.
Chleb dobry, bo był. Dlatego.

Gdy dziś do domu daleko,
do Rzgowskiej, Wójtowskiej, do Was,
pierwszego, drugiego, trzeciego
choć kromkę jeszcze mi podaj…

10 września 2009 r.

Pióro

 

Milton Ha