W alejce wyobraźni

W alejce wyobraźni                   [Rzgowska 156]

W alejce, którą duch mój kroczy,
drodze, co wszystkim jest za ciasna,
gdzie zeschłe liście tulą stopy
we mgle majaczy kontur miasta.

Idę, a kroków mych nie słychać.
Idę, a żaden liść nie chrzęści.
Idę, choć nigdzie mnie nie widać,
bo idę ścieżką, co w pamięci.

Kolejny raz, w Zaduszki wkraczam
na ścieżkę, która tutaj wiedzie.
I raz kolejny tu powracam.
Czy zdążę wszystko opowiedzieć?

Czasu mam dużo. Zawsze zdążę.
Siedzę. Przede mną biegnie ścieżka,
a wyobraźnia, w każdej porze,
pozwala ścieżką się przemieszczać.

Może sumienie gryzie trochę,
że tylko duch mój ścieżką kroczy,
że pogubiłem do Was drogę.
Wzrok coś mętnieje, wilgną oczy.

Za rok, lub wcześniej, przyjdę znowu.
Zapalę znicz, położę kwiaty,
jeśli na ścieżkę, siedząc w domu,
wkroczę i pójdę nią. Czym warty?

Wszystkich Świętych-Zaduszki , 2015, Bydgoszcz – Łódź

Pióro

 

Milton Ha

Zataczam się na Rzgowskiej

Zataczam się na Rzgowskiej           [Rzgowska]

Ojcu, co odszedł w godzinę Miłosierdzia…

Niespiesznym krokiem idę Rzgowską.
Luźno, bo jest mi wszystko jedno.
Ulica mnie prowadzi prosto,
a ja zataczam się na trzeźwo.

Mijam po drodze ciemne nory
spelunek, gdzie kolejne piwo
zatrzymywało Cię wieczorem.
Odwracam głowę. Patrzą krzywo.

Oni nie wiedzą, że już nigdy
nie staniesz z nimi przy barmanie,
i nie postawisz kufla biednym,
za grosz ostatni. Za słuchanie.

Że już nie wrócisz w środku nocy.
Że ona już nie będzie czekać.
Że już nie zdążę krzyknąć: Dosyć!
Cisza za Ciebie szepcze – Przebacz!

Niespiesznym krokiem idę Rzgowską.
Skręcam w alejkę u Franciszka.
Spomiędzy drzew – To słońce ostre,
czy wiatr mi z oczu łzy wyciska?

27.08.2015 Napisane, przed zgłoszeniem na konkurs…

Pióro

 

Milton Ha

Anioł Stróż z ulicy Rzgowskiej

Anioł Stróż z ulicy Rzgowskiej       [Rzgowska]

 
Mojej mamie na Dzień Matki i wszystkim matkom…

Ulicą Rzgowską idę sam.
Wiatr kurz zdmuchuje gdzieś na boki
i kroki wiedzie moje tam,
gdzie Anioł śpi. Niebieskooki.

Jak to możliwe, by ot tak,
zwyczajnie, co dzień i bez sensu,
umierał jakiś Anioł Stróż?
Jak zwykły człowiek, jeden z wielu.

Jak to możliwe, że ot tak,
bez trąb anielskich, głosu trwogi,
w niebo, samotnie tak, jak ptak
wyruszał zanim świt dzień wznowił?

Tak to możliwe. Zwykle tak,
kiedy ten Anioł skrzydeł nie miał.
Kiedy do Ciebie mówił tak,
jakby mówiła cała Ziemia.

Tak to możliwe. Zwykle, gdy
miał Twojej matki ręce, oczy,
a Ty nad martwą ronisz łzy,
gdy za Anioła trumną kroczysz.

Ulicą Rzgowską wracam sam.
Wiatr szarpie poły mego płaszcza.
Anioł poprawia na mnie szal
i ręką mnie po głowie głaszcze…

W Dzień Matki 2015 roku oraz w Dzień Zaduszny i każdy inny z dni, kiedy jej już nie ma…

Pióro

 

Milton Ha