Kondukt

Kondukt

Z Wojciecha mnie powiezie wóz
Prosto jak strzelił Rzgowską drogą
Konie, z kopyta, wznosząc kurz
Do bram Franciszka mnie powiozą.

Powolnym tempem, krok za krokiem
nie zatrzymując się po drodze,
pozwolą spojrzeć jednym okiem,
wolno puszczając koniom wodze.

Spojrzeć na miejsca, na mój świat.
który zostawiam na ulicy
Na puste bramy, okna, kurz,
każdej mijanej kamienicy.

Z powrotem na południe wóz
skierują w jak najdalszą drogę.
a temu, co mnie będzie wiózł
zapłacą hojnie. Idźże z Bogiem!

Kiedy nie będzie dalej nic,
jedynie koniec mej ulicy,
Franciszka brama skończy byt.
Rozsypią prochy żałobnicy.

Matce na serce, ojcu na tors
co dawno leżą już pospołu
popiół wysypią, oraz COŚ.
Jeśli coś będzie prócz popiołu.

15 kwietnia 2015 r.

Pióro

 

Milton Ha