Zataczam się na Rzgowskiej

Zataczam się na Rzgowskiej           [Rzgowska]

Ojcu, co odszedł w godzinę Miłosierdzia…

Niespiesznym krokiem idę Rzgowską.
Luźno, bo jest mi wszystko jedno.
Ulica mnie prowadzi prosto,
a ja zataczam się na trzeźwo.

Mijam po drodze ciemne nory
spelunek, gdzie kolejne piwo
zatrzymywało Cię wieczorem.
Odwracam głowę. Patrzą krzywo.

Oni nie wiedzą, że już nigdy
nie staniesz z nimi przy barmanie,
i nie postawisz kufla biednym,
za grosz ostatni. Za słuchanie.

Że już nie wrócisz w środku nocy.
Że ona już nie będzie czekać.
Że już nie zdążę krzyknąć: Dosyć!
Cisza za Ciebie szepcze – Przebacz!

Niespiesznym krokiem idę Rzgowską.
Skręcam w alejkę u Franciszka.
Spomiędzy drzew – To słońce ostre,
czy wiatr mi z oczu łzy wyciska?

27.08.2015 Napisane, przed zgłoszeniem na konkurs…

Pióro

 

Milton Ha